Ciągle wierzyliśmy, że wygrasz ten mecz Trenerze. Nie było momentu, w którym zwątpilibyśmy, że podczas kolejnego timeoutu rozrysujesz akcję dającą zwycięstwo. Byłeś wojownikiem z wielkim charakterem. Pokazywałeś to na boisku, jako zawodnik, ale i poza parkietem, jako Trener. Niestety, w piątkowy wieczór, z Litwy napłynęła do Szczecina najsmutniejsza wiadomość. Twoje odejście to wielka strata dla polskiej i litewskiej koszykówki.

- Chciałbym, żeby to nie była prawda. Niestety odszedł od nas Trener, który był bardzo ważny dla całej organizacji Wilków Morskich. Charyzmatyczny, silny, który potrafił połączyć dyscyplinę z luzem i stworzyć prawdziwą drużynę. Lubiany przez zawodników oraz kibiców. Pierwszy sezon z trenerem był wyjątkowy. Do tej pory wspominamy świetną atmosferę, która panowała w tamtej ekipie. To było ogromną zasługą trenera Budzinauskasa. Dla nas był takim dobrym wujkiem, jednak z twardymi zasadami. Osobiście mam wiele miłych wspomnień związanych z Trenerem, a „schody”, „skoki”, „sprinty”, jak zwykł mówić „condition stuff” i jego delikatny uśmieszek pod nosem - już na zawsze zostaną w naszej pamięci. Niech spoczywa w pokoju – tak trenera Mindaugasa Budzinaskasa wspomina Paweł Kikowski, kapitan Kinga Szczecin.

- Cały czas liczyliśmy na to, że trener Mindaugas do nas wróci i osiągniemy sukces, o którym wszyscy razem marzyliśmy. Nie braliśmy innego scenariusza pod uwagę. Cały czas w to wierzyliśmy. W tym trudnym momencie, na ręce rodziny składamy najszczersze wyrazy współczucia – mówi Krzysztof Król, prezes Kinga Szczecin.

Trenerze, wiemy, że nasz Klub miał w Twoim sercu specjalne miejsce. Na zawsze zostaniesz w pamięci pracowników, zawodników oraz kibiców Kinga Szczecin.

Trenerze, spoczywaj w pokoju.

Komentarze

0