W nadchodzącym sezonie szczeciński zespół, po trzynastu latach przerwy, przywita się z koszykarskimi rozgrywkami na najwyższym szczeblu. Ostatni raz przedstawiciel naszego miasta – SKK Szczecin, w sezonie 2000/01, w stawce piętnastu zespołów zajął czternaste miejsce.

Sześć zwycięstw w czterdziestu meczach, drużyny o niebiesko-czerwono-żółtych barwach, to za mało by pozostać w gronie najlepszych. Co ciekawe, czasy te pamiętają obecny trener Wilków Krzysztof Koziorowicz i kapitan, Maciej Majcherek. Na trzynaście kolejnych sezonów Szczecin zniknął z koszykarskiej elity. Przez ten czas w rozgrywkach obecnie nazywanych Tauron Basket Ligą, swoich przedstawicieli miało aż 28 miast. Przez Rudę Śląską, Świecie, Wałbrzych po Jarosław.

O tym, co przez ten czas działo się w polskiej koszykówce najlepiej mogą opowiedzieć kluby z Włocławka, Sopotu i Słupska. Jako jedyne, przez lata naszego niebytu, nie opuściły one ligi. Ewenementem na skalę kraju jest Warszawa, bo w tym okresie mogła poszczycić się aż czterema klubami, które miały zaszczyt rywalizować z najlepszymi. Doszło nawet do sytuacji, kiedy w sezonie 2009/10 naprzeciw siebie stanęły dwie Polonie Warszawa. Szczęście stołecznych zespołów się skończyło i w zbliżających się rozgrywkach, Warszawa przedstawiciela w męskiej koszykówce już nie ma.

Są za to Wilki Morskie Szczecin, których celem jest awans do fazy play-off. Czy w krótkim czasie po wywalczeniu awansu, zespół jest skazany na tylko walkę w środku tabeli? Przykład zespołu z Zielonej Góry, pokazuje że dosyć szybko można dogryźć się do najlepszych zespołów w Polsce. Zastal w pierwszym sezonie po wywalczeniu awansu zajął w lidze 9. miejsce, by sezon później, już jako Stelmet, cieszyć się brązowego medalu, a w kolejnym w całych rozgrywkach triumfować.

Czyli można, potrzeba jednak cierpliwości, a tej Szczecinowi odmówić nie można. Skoro przez 13 lat ekstraklasową koszykówkę mogliśmy oglądać jedynie przez telewizor, to o wytrwałość naszych fanów martwić się nie musimy. Auuu!

tekst: Marcin Dworzyński, foto: Krzysztof Cichomski.

Komentarze

0