Priorytet zwycięstwa w niedzielnym meczu najlepiej odzwierciedlała tabela Energa Basket Ligi. Eksperci zwykli mawiać, o tego typu spotkaniach, że jest to starcie za cztery punkty. Zwycięstwo dawało Kingowi Szczecin ugruntowaną pozycję w czołowej ósemce z szansą na atak w okolice najlepszej szóstki ligi. Natomiast Śląsk Wrocław walczył o pierwsze miejsce w kolejce drużyn, które walczą o fazę play-off. 

Już początek spotkania pokazał, że koszykarze obu zespołów czują tę presję. Goście wyszli na prowadzenie, ale King szybko przejął inicjatywę i potrafił nawet odskoczyć na kilka punktów. Dobrze w spotkanie wszedł Dominik Wilczek, który imponował szczególnie w obronie. Jako rezerwowy na parkiecie pojawił się Paweł Kikowski, który wykonał kilka udanych akcji z rzędu. Wilki Morskie objęły prowadzenie w tej części meczu, ale tuż przed syreną kończącą pierwszą kwartę, celną trójką popisał się Danny Gibson. Amerykanin dał Śląskowi prowadzenie 23:21.

Druga partia była w zasadzie bliźniaczo podobna do swojej poprzedniczki. Goście łapali swój rytm, zdobywali kilka punktów z rzędu, a King odwdzięczał się tym samym. Bez wątpienia ozdobą tej części meczu był rzut Pawła Kikowskiego, który równo z syreną kończącą pierwszą połowę trafił za trzy punkty. Netto Arena eksplodowała. Kapitan Wilków wrócił do swojej dobrej dyspozycji, a King prowadził 41:39.

Po powrocie na parkiet żaden z zespołów nie potrafił wypracować sobie większej przewagi. Bliżej tej sztuki byli podopieczni trenera Łukasza Bieli. Jednak szkoleniowiec Śląska przerywał te dobre serie swoim „timeoutem”. Po trzydziestu minutach gry lepsi o cztery oczka byli jednak gospodarze.

Czwarta kwarta przyniosła załamanie w grze Kinga. Wrocławianie postawili na strefę w obronie, a Wilki Morskie nie potrafiły znaleźć sposobu na jej rozbicie. Śląsk wrzucił wyższy bieg i wygrał najważniejszą partię meczu 36:17, a całe spotkanie 92:77. Dla Kinga to podwójnie zła informacja. Nie dość, że przegrał ważny mecz, to jeszcze stracił całą zaliczkę, w postaci małych punktów, którą wypracował sobie w pierwszym meczu ze Śląskiem.

King Szczecin – WKS Śląsk Wrocław 77:92 (21:23, 20:16, 19:17, 17:36)

King: McCauley 17, Melvin 17, Kikowski 14, Ware 8, Bartosz 5, Wilczek 4, Łapeta 1, Mustapić 0, Kobel 0.

WKS: Humphrey 32, Joseph 17, Wojciechowski 13, Gibson 8, Dziewa 7, Gabiński 5, Łączyński 5, Dorn 5, Musiał 0, Chrabascz 0,

Komentarze

0