Ofensywne widowisko obejrzeli sympatycy koszykówki w warszawskiej hali „Koło” podczas starcia Legii z Kingiem. 

Już pierwsza kwarta pokazała, że będzie nas czekać prawdziwa strzelanina. Oba zespoły były doskonale dysponowane z dystansu. Fantastycznie w zespole Legii spisywał się Michał Michalak, który właściwie w pojedynkę utrzymywał gospodarzy w grze. Wilki Morskie grały zespołowo i ciężar zdobywania punktów rozkładał się na kilku graczy. Dobrze w mecz weszli Dustin Ware, Paweł Kikowski oraz Ben McCauley.

Wydawało się, że wraz z upływem kolejnych minut meczu to King Szczecin nabiera więcej spokoju, pewności siebie i kontroli tempa gry. Goście prezentowali momenty świetnej gry w obronie. Wtedy też potrafili wypracować sobie kilkupunktową przewagę nad gospodarzami. Jednak po kilku chwilach legioniści odpowiadali tym samym. Doskonale prezentował się tego dnia Przemysław Kuźkow, który mimo swojego młodego wieku imponował decyzjami, a przede wszystkim skutecznością.

W drugiej połowie King miał już nawet trzynaście punktów przewagi. Wilki Morskie grały koncertowo w ataku. Wychodziło im praktycznie wszystko. Jednak ta gra zatrzymała się w połowie czwartej kwarty. Wtedy szczecinianie próbowali rozwiązywać akcje zbyt indywidualnie. Ważne rzuty dla Legii trafiali Filip Matczak oraz wcześniej wspomniani Kuźkow i Michalak.

W barwach Kinga imponował Ben McCauley, który był świetny z dystansu i w całym meczu pomylił się tylko dwukrotnie rzucając z gry.

King przegrał w Warszawie 87:95 i już w najbliższy piątek stanie przed szansą na poprawę swojego nastroju i zmierzy się z Enea Astorią Bydgoszcz we własnej hali.

 

Komentarze

0