King Szczecin przed meczem z Enea Astorią Bydgoszcz pozostawał jedną z trzech drużyn, które w tym sezonie jeszcze nie przegrały (w tym gronie też: Stelmet Enea BC Zielona Góra oraz Asseco Arka Gdynia). Podopieczni trenera Łukasza Bieli pojechali jednak do grodu nad Brdą w mocno okrojonym składzie.

Trener Biela w meczu z Enea Astorią nie mógł skorzystać z Pawła Kikowskiego (przeszedł zabieg kolana), który wraca do pełni zdrowia oraz z zawieszonego Kaseya Hilla. Do składu drużyny ze Szczecina dołączył Maciej Adamkiewicz. W zespole Wilków wciąż nie ma jeszcze Michaela Fakuade, który dopiero po testach medycznych i koronawirusowych zasili szeregi zespołu.

King rozpoczął mecz w Bydgoszczy z dobrą energią. Szczecinianie bronili skutecznie i zmuszali rywali do oddawania rzutów z trudnych pozycji. Jednak w połowie premierowej odsłony starcia Wilki Morskie złapały zadyszkę. Ten przestój trwał kilka minut, ale właśnie dobra defensywa sprawiła, iż Enea Astoria nie potrafiła odskoczyć z wynikiem.

W drugiej kwarcie podopieczni trenera Bieli złapali swój rytm w ataku. Wciąż imponowali w obronie. Dzięki temu byli w stanie powiększać swoją przewagę. Bardzo dobrą pierwszą połowę rozgrywał Mateusz Bartosz. Ten doświadczony podkoszowy brylował na zbiórce, ale był też skuteczny w ofensywie. Do przerwy King prowadził 37:27. 27 zdobytych punktów przez gospodarzy świadczyło tylko o dobrze funkcjonującej defensywie.

Po powrocie na parkiet rozszalał się Corey Sanders. Amerykanin z wielką energią rzucił się do odrabiania strat i ta sztuka mu się udała. Przewaga Kinga zmalała do 5 oczek. Wtedy ważne rzuty trafiali Jakub Schenk, Cleveland Melvin czy Dominik Wilczek. Szczecinianie korzystali z przewagi wzrostu pod koszem i ponawiali swoje akcje po kolejnych zbiórkach Mateusza Bartosza oraz Adama Łapety. Środkowy Wilków Morskich był dobrze kreowany przez Jakuba Schenka, który bardzo dobrze dowodził grą drużyny ze Szczecina (9 asyst w całym meczu, tylko 1 strata).

King kontrolował wydarzenia, które miały miejsce na parkiecie. Gdy tylko gospodarze włączali wyższy bieg, to Wilki też dokręcały śrubę. Enea Astoria próbowała zacieśniać okolice podkoszowe, ale szczecinianie grali bardzo zespołowo i odnajdowali się na obwodzie. Aż sześć rzutów dystansowych trafił Cleveland Melvin. King bez żadnego problemu dowiózł swoje trzecie zwycięstwo do końca. Pokonał gospodarzy 83:73 i jest wiceliderem Energa Basket Ligi.

Enea Astoria Bydgoszcz – King Szczecin 73:83 (15:12, 12:25, 23:26, 23:20)

Enea Astoria: Sanders 19, Nizioł 14, Gabrić 13, Frąckiewicz 11, Nowakowski 7, Chyliński 6, Aleksandrowicz 3, Sobkowiak.

King: Melvin 22 (6×3), Bartosz 14 (15 zb.), Davis 14, Schenk 14, Łapeta 8, Zębski 6, Wilczek 5, Adamkiewicz 0, Kobel 0.

Komentarze

0