Marcin Dworzyński: Wie pan jak kibice najczęściej nazywają Tadeusza Aleksandrowicza?

Tadeusz Aleksandrowicz: Odkąd pamiętam to chyba Aleks.

Marcin Dworzyński: Była kiedyś taka legenda o świętym Aleksym, który był ascetą. Odrobinę kojarzy się to z Pana osobą. Coś w tym jest?

Tadeusz Aleksandrowicz: Trudno oceniać mi swoją osobę czy przebieg mojej pracy zawodowej. Cieszę się jeżeli są takie pozytywne opinie. Ja osobiście nie lubię się wypowiadać na temat pracy innych osób. Trudne pytanie …

Marcin Dworzyński: Tamten Aleksy dążył do doskonałości duchowej. Pan do tej koszykarskiej. Wydaje mi się, że Aleks więcej czasu poświęca basketowi niż na prywatny w domu.

Tadeusz Aleksandrowicz: Myślę, że jest w tym trochę prawdy. Praca trenera charakteryzuje się tym, że większość czasu spędzamy poza domem, z którym kontakt jest troszeczkę słabszy. Niestety te więzi się osłabiają i to trochę odbija się na życiu rodzinnym, ale korzystnie przekłada dla rozwoju zawodowego. Jest dużo czasu, by do meczu czy nawet treningu przygotować się perfekcyjnie.

Marcin Dworzyński: To nie pierwsza praca w szczecińskim klubie. Jak to się stało, że znów zawodowo pojawił się pan w naszym mieście?

Tadeusz Aleksandrowicz: Cieszę się, że trafiłem do Wilków Morskich i będę mógł służyć swoją radą i pomocą. W sztabie nigdy za wiele ludzi do pracy. Więcej głów to więcej możliwości, konsultacji. Doświadczenie trenera Krzysztofa Koziorowicza z pewnością zaowocuje. Pracował przecież z kadrą kobiet. Euroliga, mistrzostwa świata. Sporo wyzwań na najwyższym poziomie w wydaniu kobiecym, ale koszykówka jest podobna, różnica jest może tylko w charakterach zawodniczek i zawodników. Jeżeli coś będę mógł dorzucić w czasie meczu, czy przygotowania do meczu, to tylko będzie to z korzyścią do zespołu.

Marcin Dworzyński: Spotykają się teraz dwa charaktery, które dotychczas pracowały samodzielnie jako pierwsi trenerzy. O co będzie się Pan z Krzysztofem Koziorowiczem spierał?

Tadeusz Aleksandrowicz: (śmiech) Nie spieramy się. To jest taka typowa więź trenerska, gdzie wzajemnie się szanujemy i swoje wieloletnie zaangażowanie sportowe przekładamy na dobro koszykówki, a nie nasze własne. Chcemy to robić jak najlepiej, ekstraklasa to nie przelewki. Żeby zapełnić trybuny trzeba dobrze grać. Żeby dobrze grać trzeba zachować koncentrację, zarówno wśród zawodników jak i sztabu trenerskiego. Jeśli zdarzy się, że będę mógł coś podpowiedzieć to z przyjemnością to zrobię, jeśli nie będzie takiej potrzeby to będzie znaczyło, że trener Krzysztof Koziorowicz wszystko dobrze wykonuje, a wtedy pozostanie mi dzielenie się praktyką podczas treningów.

Marcin Dworzyński: Obserwując pierwsze zajęcia Wilków, często zwracał Pan uwagę na poruszanie się zawodników w obronie. Komendy – niżej na nogach, wyżej ręce – były na porządku dziennym.

Tadeusz Aleksandrowicz: Nawet te rzeczy, które zna się bardzo dobrze, trzeba było przez ten pierwszy tydzień powtórzyć. Należało zawodnikom uświadomić, że nie wszystkie sprawy da się zakodować. Poza tym to dla nich też sprawdzian czy wszyscy są na poziomie ekstraklasy. Zawsze zaczynałem od takiego abecadła, trener Krzysztof Koziorowicz postępuje podobnie, bo jego zespoły zawsze dobrze grały w obronie.

Marcin Dworzyński: Do zespołu doszli obcokrajowcy, którzy zazwyczaj są newralgiczną częścią zespołu. Czy postawą na treningach wpisują się w koncepcję drużyny?

Tadeusz Aleksandrowicz: Nie mogę teraz wydać opinii bo musiałbym skonsultować się z trenerem. Obecnie przyglądamy się, sprawdzamy, a na koniec wspólnie podejmiemy decyzje i nawet swój głos będzie miał masażysta, bo wiadomo że zdarzają się przeciążenia. Zakończymy przygotowania dopiero wtedy poznamy odpowiedź.

Marcin Dworzyński: KING Wilki Morskie, to w zdecydowanej większości nowi zawodnicy, wokół których, by myśleć o dobrych wynikach, należy stworzyć atmosferę, klubową więź. Jak tego dokonać?

Tadeusz Aleksandrowicz: Staram się dobierać takie ćwiczenia, które prowadzą do integracji. Lubię takie szczegóły. Dużo też zależy od samych zawodników. Jeśli przekonają się, że wspólnie wykonujemy dobrą, profesjonalną robotę, będzie dobrze. Obecnie nie widzę żadnego problemu. Takie siedem dni zgrupowania pomoże im pobyć razem. Po treningu zamiast rozjeżdżać się do domu, razem wracają do hotelu. Ten etap jest potrzebny, bo mówimy o integracji zespołu, a atmosfera jak widzę jest dobra. Zawodnicy trenują i uśmiechają się.

Marcin Dworzyński: Swojego czasu był Pan na sportowej emeryturze ale długo na niej nie wytrzymał. Ciągnęło wilka, teraz już morskiego, do lasu?

Tadeusz Aleksandrowicz: Chyba każdemu trudno pożegnać się ze sportem. Nie jest łatwo później znaleźć inne zajęcie. Od koszykówki przez tamten czas się nie odwróciłem. Regularnie chodziłem na mecze Stelmetu, pomagałem też trenować młodzież w Muszkieterze Nowa Sól. Rozstać się z koszykówką jest trudno.

Marcin Dworzyński: Ile ma Pan sił na pracę z Wilkami?

Tadeusz Aleksandrowicz: Tego nie wiem (śmiech).

Marcin Dworzyński: Na dłużej niż rok?

Tadeusz Aleksandrowicz: Tego obiecać nie mogę. Wiele będzie zależało od szefów, przekonamy się czy moja obecność, pomoc zawodnikom czy trenerowi Krzysztofowi Koziorowiczowi będzie potrzebna. W sporcie nie ma miejsca na sentymenty. Albo ktoś jest potrzebny, albo nie. Grunt, że obecnie jest dobrze. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem na ławce na pierwszym miejscu i wiem jaka jest moja rola. Dobrze się tutaj czuję.

tekst: Marcin Dworzyński, foto: Krzysztof Cichomski.

Komentarze

0