Anwil Włocławek to marka sama w sobie. W Hali Mistrzów zawsze gra się bardzo trudno, bez względu na to, czy na trybunach zasiadają kibice. W sobotę 9 stycznia do Włocławka pojechała drużyna Kinga Szczecin, by powalczyć o drugie zwycięstwo nad Anwilem w tym sezonie.

(Fot. Piotr Kieplin/Anwil Włocławek)

Początek meczu nie był udany dla szczecinian. Podopieczni trenera Jesusa Ramireza wyglądali na usztywnionych, może ze zbyt wielkim respektem przystąpili do starcia z Anwilem. Gospodarze szybko wypracowali sobie kilkupunktowe prowadzenie (8:3). Jednak kolejne świetne akcje Mateusza Zębskiego, Clevelenda Melvina i wejście z ławki Tookiego Browna i Macieja Lampego sprawiły, że King zyskał nową energię.

Szczecinianie podkręcili tempo w obronie. Anwil miał problemy z przeprowadzeniem piłki na pole ataku. King nakręcał się i powiększał swoją przewagę. Anwil wyglądał na zagubionego, a Wilki Morskie grały taki basket, jaki wszyscy w Szczecinie chcą oglądać. Agresywna obrona, zespołowy atak, skuteczne rzuty z dystansu, zbiórki w ataku – to musiało się podobać. W trzeciej kwarcie przewaga Kinga wynosiła już 20 punktów.

Trener Przemysław Frasunkiewicz zdecydował się zdjąć z boiska Ivana Almeidę. Był to strzał w dziesiątkę, bo Almeida grał bardzo samolubnie. Przetrzymywał piłkę i oddawał bardzo trudne rzuty. Jego zejście na ławkę rezerwowych sprawiło, że Anwil zaczął grać bardziej zespołowo. Odpowiedzialność za odrabianie strat wziął na siebie Rotnei Clarke. Anwil trafił kilka trójek z rzędu, a szczecinianie zatrzymali się w ofensywie w czwartej kwarty. Pierwsze punkty dla Wilków zdobył Dustin Ware (dopiero po pięciu minutach gry).

King nie potrafił wykończyć swojego rywala i końcówka meczu zrobiła się bardzo wyrównana. Gospodarze dogonili szczecinian dzięki skuteczności z dystansu. Włocławianie mieli jeszcze otwarte rzuty na dogrywkę, ale nie byli w stanie umieścić piłki w koszu Kinga.

Zespół trenera Jesusa Ramireza odnosi drugie zwycięstwo w 2021 roku i trzecie zwycięstwo w ostatnich czterech meczach.

Anwil Włocławek – King Szczecin 75:78 (17:20, 21:28, 20:23, 17:7)

Anwil: Przemysław Zamojski 16, Ivan Almeida 15, Rotnei Clarke 11, Artur Mielczarek 11, Walerij Lichodiej 9, Krzysztof Sulima 7, Wojciech Tomaszewski 4, Ivica Radić 2, Andrzej Pluta 0, Shawn Jones 0.

King: Cleveland Melvin 18, Mateusz Zębski 17, Maciej Lampe 15, Tookie Brown 7, Jakub Schenk 6, Wojciech Czerlonko 5, Dominik Wilczek 3, Zach Thomas 3, Dustin Ware 2, Mateusz Bartosz 2

Komentarze

0