Start Lublin był obok Anwilu Włocławek i Polskiego Cukru Toruń drużyną, która w tym sezonie nie zaznała jeszcze smaku ligowej porażki. King Szczecin miał apetyt na zmianę tego stanu rzeczy. Mimo późnej, czwartkowej pory w Netto Arenie zjawiło się ponad 1000 kibiców Wilków Morskich. Od pierwszych sekund starcia głośno dopingowali swoich ulubieńców. 

Szczecinianie rozpoczęli mecz z wielką energią. Ben McCauley nie trafił dwóch swoich pierwszych rzutów, ale były to złe miłego początki. King Szczecin całkiem dobrze radził sobie w obronie. Podopiecznym trenera Mindaugasa Budzinauskasa udawało się powstrzymywać liderów Startu Lublin – Laksę oraz Lemara. Obydwaj gracze oddawali trudne rzuty. Przez to więcej miejsca pod koszem miał Jimmy Taylor, a na obwodzie Tweety Carter. Lublinianie zmienili rodzaj obrony pick’n’rolla, co odrobinę utrudniło Kingowi dobre wejście w mecz.

Świetną wiadomością było to, że Wilki Morskie potrafiły znaleźć sposób na rozpracowanie nowego stylu defensywy gości. King szybko wyciągał wnioski i był dobrze dysponowany w ataku. Koncertowo zaczął grać Ben McCauley. Kolejne efektowne podania posyłał Dustin Ware, a punkty po ścięciach zdobywał Cleveland Melvin. Wilki Morskie zaczęły coraz bardziej uwidaczniać swoje przewagi – na przerwę schodziły prowadząc 54:45.

Trener David Dedek miał nadzieję, że po powrocie na parkiet jego Start złapie rytm. Tak się nie stało. King wyszedł z szatni naładowany, pewny siebie i przede wszystkim doskonale bronił. Z tej skutecznej defensywy wynikał świetny atak. Szczecinianie rozpoczęli drugą połowę od serii 7:2, a szkoleniowiec gości ratował sytuację przerwą na żądanie. To nie pomogło. Kolejne inteligentne zagrania McCauleya, efektowne asysty Ware’a, czy przechwyty Thomasa Davisa sprawiły, że King osiągnął nawet 18 punktową przewagę. Tylko dobra postawa Mateusza Dziemby sprawiła, że Start wciąż był w grze, a po trzydziestu minutach gry przegrywał zaledwie 59:69.

Kolejna odsłona meczu była pokazem kontroli w wykonaniu Wilków Morskich. Podopieczni trenera Budzinauskasa nie przegrali żadnej kwarty. Świetnie wyegzekwowali swoje przedmeczowe założenia i tylko spora nieskuteczność rzutów wolnych w końcówce sprawiła, że Start przegrał całe starcie 81:90. Gdyby szczecinianie lepiej trafiali rzuty osobiste, to rozmiary wygranej byłyby o wiele bardziej okazałe.

W taki sposób King przerwał, robiącą wrażenie, serię Startu Lublin. Wilki Morskie osiągnęły trzecią wygraną z rzędu. Już w piątek 25 października King Szczecin zmierzy się z BM Slam Stalą Ostrów Wielkopolski.

King Szczecin – Start Lublin 90:81 (28:23, 25:22, 16:14, 21:22)

King: Ben McCauley 25, Cleveland Melvin 16, Thomas Davis 12, Dustin Ware 12, Jakov Mustapić 12, Paweł Kikowski 8, Dominik Wilczek 2, Mateusz Bartosz 2, Maciej Kucharek 1, Adam Łapeta 0.

Start: Tweety Carter 19, Mateusz Dziemba 15, Kacper Borowski 14, Jimmie Taylor 12, Martins Laksa 7, Roman Szymański 5, Brynton Lemar 4, Jacek Jarecki 3, Bartłomiej Pelczar 2, Damian Jeszke 0.
Energa Ba

Komentarze

0