ROZMOWA Z trenerem Mindaugasem Budzinauskasem, o powrocie do Szczecina, stanie zdrowia, planach na nadchodzący sezon, zmianach w Kingu, przepisie „7+5″ oraz wielu innych ciekawych tematach.

Przemysław Sierakowski: – Trenerze, zaczniemy od najważniejszej sprawy. Jak się trener czuje?

Mindaugas Budzinauskas, trener Kinga Szczecin: – Jest naprawdę dobrze. Krok, po kroku jest coraz lepiej. Oczywiście nie ma cudów i wciąż chodzę o kulach, ale mam już więcej siły i więcej energii. Codziennie trenuję i pracuję nad tym, aby wrócić do, jak najlepszej formy. Po tych wszystkich badaniach wiem już, że nie ma śladu nowotworu. Wszystko jest ok. Teraz mam problem tylko fizyczny.

- King Szczecin przeszedł tego lata sporą zmianę. Skąd takie decyzje?

- Myślę, że jednym z podstawowych czynników było to, że po prostu zmienił się przepis w Energa Basket Lidze. To bardzo dużo zmienia w koncepcji całego zespołu. Druga sprawa – zagraliśmy dwa bardzo udane sezony. Graliśmy w fazie play-off. Wartość tych wszystkich zawodników urosła. To nie tajemnica, że wszyscy szukają lepszych warunków i chcą zarobić więcej. Nie mogliśmy ich zatrzymać.

Tuż po zakończeniu sezonu udało nam się zrobić ten „steal”, przechwyt i szybko podpisaliśmy Clevelanda Melvina. Chcieliśmy zbudować taki zespół, który będzie się opierał na nim i na Pawle Kikowski. Z drugiej strony chcieliśmy zostawić, jak największa liczbą graczy. Niestety się nie udało. Krok, po kroku wyszło, że mamy dość duże zmiany. Powiem szczerze, że aż tak sporych zmian nie planowaliśmy, ale życie wszystko weryfikuje. Ostatecznie jestem bardzo zadowolony z tego składu, jaki udało nam się zbudować.

- Wielu kibiców, dziennikarzy i ekspertów twierdzi, że siłą rzeczy styl naszego zespołu musi się zmienić. Jak trener podchodzi do tego typu opinii? Jak znam trenera, to wydaje mi się, że nadal najważniejszy będzie zespół i bardzo atletyczna, agresywna walka o każdy centymetr boiska.

- Dokładnie. Wiadomo, że w minionym sezonie trochę nam brakowało tych rzutów z dystansu. Czasami było tak, że „Kiko” był jednym, albo jednym z dwóćh, którzy mogli grozić takimi akcjami. To ułatwiało przeciwnikom pracę w obronie. Ale to też nie do końca taka prosta sprawa. Bo z drugiej strony mieliśmy przewagi w innych elementach.
Myślę, że bardzo ważna jest jedna kwestia w kontekście budowania zespołu, o której sporo osób zapomina. Zawodnicy ataku, którzy mają duży talent ofensywny po prostu bardzo dużo kosztują. My mieliśmy budżet taki, że nie było nas stać na tych utalentowanych graczy ataku. Chciałem iść w inną stronę. Chcieliśmy mieć bardzo utalentowanych graczy w obronie. Oni są często niedoceniani i często nie kosztują dużo. Wszyscy chcą mieć zawodników, którzy będą zdobywali punkty. Minione dwa sezony walczyliśmy w play-off, tam stawialiśmy mocny opór tym zespołom, które później walczyły o mistrzostwo i mają budżety większe o 3-4 razy. Możemy być dumni, jak to wszystko przebiegało. Taki mieliśmy pomysł. Byliśmy zespołem, który ma swój styl i gra swoją koszykówkę, która jest skuteczna. Teraz po zmianie przepisów mogliśmy sobie pozwolić na poszukanie więcej talentu w ataku. Zrobiliśmy to, ale chcemy, aby ten zespół nie stracił swojej siły w obronie.

- Wielkie koszykarskie nazwiska dołączają do Kinga. To powód do radości i oznaka tego, że nasz klub ma już dużą renomę na rynku i cieszy się sporym uznaniem. Kontrakty podpisali między innymi Adam Łapeta, Cleveland Melvin i Ben McCauley, a w zespole jest też przecież Paweł Kikowski.

- To prawda. Dobrze, że poruszyłeś ten temat. Oczywiście wszystko zaczyna się od prezesa, który jest właścicielem zespołu. To od niego zależą aspekty finansowe. To, raz jeszcze powtarzam, jest jego olbrzymia zasługa, że w klubie nie ma żadnych problemów pozaboiskowych, żaden gracz nie miał tutaj problemów pozaboiskowych. Nie było żadnych opóźnień i to wszystko pomimo tego, że w administracji klubu pracuje naprawdę minimum ludzi. Mamy tylko kilku pracowników, ale to są fanatycy koszykówki i Kinga. Dlatego mamy bardzo fajny i pracowity klimat w zespole. Wszystko zawsze zaczyna się od prezesa, ale to cały klub pracuje w jednym kierunku. To wszystko dociera do koszykarzy. Kolejny sezon mieliśmy bardzo dobrą chemię w zespole i poza nim. Dla mnie to jest najważniejsze. Chciałbym podziękować tym ludziom, którzy pracują w klubie. Robią czasem małe, czasem duże rzeczy, ale to zawsze są bardzo ważne rzeczy. Bez tego ten klub nie byłby taki, jaki jest teraz. Wszyscy pracownicy, to ludzie ze Szczecina. Oni czują olbrzymią odpowiedzialność za ten klub, za koszykówkę w Szczecinie. Przede wszystkim czują i wiedzą, że to jest ich klub.

- Wspominał już trener o zmianie przepisów, która ma miejsce w tym sezonie. Od rozgrywek 2019/2020 mamy do czynienia z modelem „7+5″ lub „6+6″ w przypadku zespołów, które grają w europejskich pucharach. Jak trenerowi budowało się ten zespół i co trener myśli o nowym przepisie?

- Myślę, że na pewno poziom całej ligi pójdzie do góry. Już teraz widać, że do EBL trafiają bardzo ciekawe nazwiska. Nawet te zespoły, które zawsze znajdowały się poza ósemką mają teraz świetnych graczy. Ten nadchodzący sezon będzie bardzo konkurencyjny. Drużyny budują składy ostrożnie, bo to pierwszy taki sezon po długiej przerwie. Z rozgrywek na rozgrywki będzie to wyglądało coraz lepiej. Poziom ligi na pewno urośnie. Kluby, które grają w Europie będą miały szansę pokazać coś więcej. Na rynku zawsze brakowało wysokiej klasy Polaków, a najlepsze kluby ich miały i to była już bardzo duża przewaga. Teraz ta przewaga nie będzie już taka duża.

- Do rozpoczęcia przygotowań zostało już coraz mniej dni. Jak znam trenera, to już się trener nie może doczekać tego startu?

- Bardzo czekam na ten moment. Miałem tak dużą przerwę i chcę już bardzo spotkać wszystkich zawodników, pracowników. To już nawet nie chodzi o koszykówkę, ale po prostu chciałbym z nimi wszystkimi po ludzku pogadać. Chociaż w trakcie tej mojej przerwy mieliśmy bardzo dobry kontakt. Oczywiście tej koszykówki też bardzo mi brakuje. Tych wszystkich treningów i pracy z zespołem. To będzie bardzo ciekawe, bo mamy prawie nowy zespół. Czeka nas dużo pracy. Ten początek jest niezwykle ważny. Nie mamy dużo czasu na przygotowania. Musimy zrobić to intensywnie. Teraz większość czasu myślę, jak to zoptymalizować. Nie chcemy stracić na przygotowaniu fizycznym i taktycznym. Musimy zrobić tak, aby wszystko zadziałało. Większość zespołów zacznie wcześniej i będą mieli trochę przewagę, ale my zrobimy wszystko, aby na początku sezonu nie było widać, że mamy jakiekolwiek zaległości.

Chciałbym też dodać, że niecierpliwie czekam na spotkanie z kibicami, którzy mocno mi dopingowali przez ostatni rok. Jeszcze raz pragnę im podziękować za ich ogromne wsparcie. To dla mnie naprawdę wielka rzecz. Czekam już na to spotkanie. Ze wszystkimi i z każdym oddzielnie. Chcę im podziękować, bo naprawdę czułem, że są ze mną.

- Kadra Kinga Szczecin nie jest jeszcze zamknięta. Jakich ruchów możemy się jeszcze spodziewać? Wiadomo, że potrzebujemy jeszcze minimum jednego gracza z polskim paszportem, aby wypełnić wymagania nowych przepisów.

- Na pokładzie mamy już wszystkich obcokrajowców. Zostawiliśmy sobie jeszcze jedno miejsce dla Polaka, bo będziemy sprawdzać młodych zawodników. To nie będzie już głośne nazwisko. Razem z trenerem Łukaszem Bielą, po prostu, zobaczymy kogo nam jeszcze brakuje. Już w trakcie treningów będziemy widzieć, co można ulepszyć i dlatego zostawiliśmy sobie takie małe miejsce dla nowego zawodnika. Chcemy, aby był to ktoś ze Szczecina. Może jakiś młody zawodnik, ale może równie dobrze być to ktoś inny. Przede wszystkim chcemy zobaczyć, jak działa to, co mamy teraz.

- Jakiś czas temu pojawiały się różnie plotki na temat polskich graczy, którzy mieli dołączyć do Kinga.

- To prawda, miałem rozmowę na temat Grzegorza Grochowskiego, ale on nie był blisko naszego zespołu. Rozmawialiśmy z jego agentem i z samym zawodnikiem. To na pewno bardzo ciekawy zawodnik. I nie tylko z nim rozmawialiśmy. Takich graczy jest dużo więcej, ale na ten moment sytuacja jest taka sama.

- King bardzo szybko zbudował swój zespół. To były bardzo konkretne ruchy i konkretne nazwiska. Tymczasem w kilku klubach dopiero kilka dni temu poznaliśmy nazwiska trenerów. Kluby z czołówki dopiero teraz nabierają rozpędu. Jak trener myśli z czego to wynika?

- Nie jest to powód do paniki. To całkiem zrozumiałe zachowanie, że najsilniejsze zespoły jeszcze nie zamknęły swoich kadr. Pojawili się tam nowi trenerzy i oni potrzebuję trochę czasu, aby zrozumieć sytuację, która panuje w danym klubie i się do niej dostosować. Oni odpowiadają za strategię zespołu, a to nie trwa 3 dni. To jest proces, który zabiera więcej czasu. Tu nie ma żadnej tragedii, bo do początku preseason jest jeszcze sporo czasu. Też czytałem te opinie, że tu i tu jest już bardzo późno, ale spokojnie. Wszystkie kluby zdążą zbudować dobre składy. Czołowe kluby ligi dysponują takimi budżetami, że na pewno znajdą mocnych zawodników. Nie ma żadnej różnicy, kiedy budujesz skład. Ważne jest to, aby na początku sezonu wszyscy byli gotowi do walki.

Dlaczego King tak szybko zbudował skład? Chyba my i może Astoria Bydgoszcz byliśmy zespołami, które wcześnie zbudowały kadrę. To wynika z tego, że ja miałem bardzo dużo czasu i bardzo dużo analizowałem rynek, oglądałem mecze i przyglądałem się zawodnikom. My z Łukaszem Bielą i prezesem pracujemy ze sobą już kilka lat i wiemy, czego chcemy i jak chcemy. Dlatego bardzo szybko się dogadujemy i błyskawicznie podejmujemy decyzje. Jest wzajemne zaufanie z każdej strony. To jest odpowiedź na pytanie dlaczego tak szybko to wszystko poszło. Jak rzucimy pamięcią wstecz, to zobaczymy, że podczas mojego pierwszego sezonu w Kingu też długo budowaliśmy zespół. Z Łukaszem Bielą już w trakcie minionego sezonu rozmawialiśmy o kształcie drużyny na kolejne rozgrywki. Jeszcze kiedy inne zespoły grały mecze o medale, to my już pracowaliśmy nad kontraktami. Druga sprawa to fakt, że dość szybko podpisaliśmy kontrakt z Clevelandem Melvinem i to dało nam impuls i kierunek, w którym zaczęliśmy budować zespół.

- W środowisku krążą żarty, że trener po raz pierwszy od dłuższego czasu rozstał się ze swoimi żołnierzami. W Kingu zabraknie m.in.: Martynasa Paliukenasa czy Łukasza Diduszki. Jak trener podchodzi do tych żartów?

- To bardzo dobre pytanie, naprawdę. Bardzo cenię tych zawodników, których wymieniłeś. Jako trener byłem bardzo zadowolony z tego, że miałem ich w swoim zespole przez ostatnie lata. Oni byli bardzo ważnymi elementami tych drużyn. Szkoda, że w nadchodzącym sezonie nie będą grali w naszym zespole. Gdyby spojrzeć na kilka ostatnich sezonów, to może faktycznie byli ze mną, ale przecież było też mnóstwo sezonów, w których nie pracowaliśmy razem. Każdy trener ma takich zawodników, których zna, lubi i im ufa. Przed nami nowe sytuacje, są nowe przepisy i nadchodzą nowe czasy.
Ja zawsze myślę o tym, aby zbudować jak najlepszy zespół, a nie o tym, aby zostawić tych czy innych graczy. Jeśli oni pasują, to jest bardzo dobrze. Wcześniej stawialiśmy na kontynuację pracy z tymi samymi ludźmi, bo wiedzieliśmy, że mogą zrobić krok do przodu. Teraz chcieliśmy trochę świeżej krwi, chcieliśmy trochę odnowić ten zespół. Tak wygląda ta praca. Nie wszystko może być tak, jak sobie tego życzysz. Dużo czynników na to wpływa. Budowa zespołu, to zawsze naturalny proces. Czasem są mniejsze, a czasem większe zmiany, ale zawsze są. U nas w zespole został Paweł Kikowski, który będzie pracował ze mną trzeci sezon. Jest też Maciej Majcherek i Mateusz Bartosz. Także niektórzy żołnierze pozostali w zespole (śmiech).

- Czego możemy oczekiwać od Kinga Szczecin w sezonie 2019/2020?

- Powiem tak. Gramy w rozgrywkach o mistrzostwo Polski, dlatego zawsze naszym celem będzie mistrzostwo Polski. Dwa ostatnie sezony graliśmy o mistrzostwo i w tym sezonie również tak będzie. Cel zawsze musi być maksymalny, a takim jest mistrzostwo Polski. Oczywiście patrząc na warunki finansowe i sytuacje poszczególnych klubów, to nasz cel wydaje się trochę fantastyką, ale myślę, że my w poprzednich sezonach pokazaliśmy już, że zawsze mamy zespół, który nie ma kompleksów i walczy z najlepszymi. Wygraliśmy chociaż raz ze wszystkimi zespołami.

Nasz plan minimum, to zawsze zrobienie kroku do przodu. Teraz zbudowaliśmy taki zespół, aby mieć więcej szans w fazie play-off. Myślę, że znów możemy być takim zespołem, który będzie walczył w każdym meczu i każdy mecz będzie mógł wygrać. Najpierw chcemy dostać się do play-off, a później w tych play-off namieszać. My nie stawiamy sobie celu w postaci 8., 7., 6., czy 4. miejsca. Cel to mistrzostwo. Każdy zawodnik w naszym zespole musi myśleć tylko w ten sposób.

- Trenerze na naszej zamkniętej grupie kibiców poinformowałem fanów Kinga, że będę rozmawiał z trenerem i zapytałem ich o to, czy mają do trenera pytania. Kolejne tematy będą zatem zagadnieniami od kibiców. Zacznijmy od tego pierwszego. Dlaczego trener zrezygnował z Litwinów?

- Dla mnie nie ma żadnej różnicy, czy ktoś jest Litwinem, Japończykiem, Amerykaninem czy Polakiem. Ja patrzę tylko na to, jaki jest dany zawodnik i jaki ma charakter oraz potencjał. Naturalne jest to, że bardzo dobrze znam rynek litewski. Bardzo dobrze znam tych zawodników. Dlatego zawsze jest mi łatwiej wybrać dobrych graczy, bo wszystko o nich wiem, albo mogę bardzo łatwo pozyskać prawdziwą informację na ich temat. To nie jest przypadek, że miałem kilku Litwinów w swoich zespołach. W tym roku niestety wyszło tak, że nie mogłem znaleźć zawodników na Litwie, którzy by pasowali pod względem finansowym i koszykarskim. Albo byli za drodzy, albo wybierali inne kluby. Dlatego w nadchodzących rozgrywkach będziemy mieć innych zawodników, ale też wszystkich dobrze nam znanych. Wiemy, jakie mają charaktery i jaki jest ich potencjał. Wcześniej pracowałem już z Benem McCauleyem i Thomasem Davisem. Bardzo długo obserwowaliśmy Clevelanda Melvina i Jakova Mustapicia. Ja nie bardzo lubię podpisywać umowy z zupełnie nowymi koszykarzami, których nie znasz. Nie wiesz jaki mają charakter, oczekiwania czy potencjał. Zawsze chcę mieć zawodników, których jestem pewien. To bardzo duży komfort dla trenera. Oczywiście, że będzie mi brakować tego litewskiego języka na treningach (śmiech).

- Który z zawodników, z którym trener współpracował, był najlepszy? Mam wrażenie, że trener nie zdradzi tego nazwiska.

- Oczywiście, że nie powiem, że ktoś jest najlepszy. Myślę, że to zawsze bardzo ciężko powiedzieć, który z zawodników jest najlepszy. Wiadomo, że w naszym zespole takim graczem i liderem jest Paweł Kikowski, który był kapitanem. To bardzo ważny zawodnik i na boisku i poza nim. To twarz szczecińskiego klubu. Cieszę się, że kolejny sezon będzie z nami. My w Kingu mieliśmy wielu bardzo dobrych zawodników. Wcześniej wspomniany Łukasz Diduszko, czy też Darrell Harris lub młodzi Seba Kowalczyk i Kuba Schenk. Wszyscy zrobili u nas duży postęp i teraz grają bardzo solidnie. To mnie zawsze bardzo mocno cieszy, że miałem takie szczęście pracować z tymi koszykarzami i trochę im pomóc w rozwoju. Myślę, że nie ma nic lepszego kiedy widzisz, że dany zawodnik dalej idzie w dobrym kierunku i robi ciągłe postępy. Bardzo miło takich koszykarzy spotkać na meczu po przeciwnej stronie parkietu.

Mieliśmy jeszcze wielu ciekawych zawodników. Choćby Martynas Paliukenas, który przez dwa ostatnie lata wybierany był najlepszym obrońcą Energa Basket Ligi, który zrobił gigantyczny postęp. Jeśli spojrzymy na to, jakim był graczem, gdy przyjechał do Polski do Polpharmy, a jakim koszykarzem jest teraz, to są to dwaj zupełnie inni zawodnicy. Teraz wszyscy wiedzą, że on potrafi bardzo dobrze grać w ataku i obronie. Mnie najbardziej cieszy to, że zawodnicy robią u nas postępy. Tauras Jogela, to specyficzny zawodnik, ale pokazał się w Szczecinie z bardzo dobrej strony. Był jednym z liderów. Martynas Sajus świetnie przepracował ten miniony sezon z trenerem Łukaszem Bielą. Zrobił duży postęp. Dużo lepiej grał na końcu sezonu, niż na początku. Mieliśmy też dużo bardzo ciekawych zawodników w Kingu jeszcze przede mną. Był Marek Łukomski, który sprowadził bardzo dobrych Polaków i obcokrajowców, którzy teraz robią duże kariery w innych klubach. Ja czuję się odpowiedzialny za wszystkich zawodników, z którymi wcześniej pracowałem. Zawsze sprawdzam, jak im później idzie. Traktuję ich trochę, jak swoje dzieci. Ten dobry kontakt zostaje.

- Ubycie, którego z zawodników z zeszłego sezonu uważa trener za najbardziej dotkliwe?

- Bardzo dobre pytanie. Chciałbym powiedzieć, że bardzo żal mi tych wszystkich zawodników. Z każdym miałem dobry kontakt i dobre relacje. Każdego jest szkoda. Każdy wnosił bardzo dużo i oddawał całe serce. Gdy tacy gracze odchodzą, to odchodzi kawałek twojego serca. Jeśli mam wybrać jednego zawodnika, to powiem, że najbardziej będzie mi brakowało Łukasza Diduszko. To zawodnik, który na każdym treningu i na każdym meczu dawał z siebie wszystko. Po ludzku był też bardzo pozytywny i żywiołowy. Ma dużą energię, jest bardzo uśmiechnięty i pozytywny. Natomiast w środku duszy to jest wojownik przez duże W. Wszystkim nam będzie go mocno brakowało. Myślę, że Łukasz Diduszko to wyjątkowy charakter sportowca. Takich charakterów jest już bardzo mało w sporcie. GTK Gliwice na pewno będą miały z niego bardzo dużo korzyści. Całą swoją energię oddaje zespołowi. Oczywiście będzie nam brakować też Martynasa Paliukenasa, który robił cuda w obronie. Sajusa, który wykonywał tytaniczną pracę pod koszem i każdego innego zawodnika, który był w tym zespole.

- Czy w tej przerwie międzysezonowej był jakiś transfer, który mocno trenera zaskoczył?

- Tak był niejeden taki ruch transferowy. Ten szczególnie zaskakujący dla mnie, to było pozostanie Josha Bostica w Arce Gdynia. To na pewno powinno nas wszystkich cieszyć, że w tej lidze chciał zostać zawodnik takiej wysokiej klasy. Fajnie, że zespół z Gdyni potrafił go zatrzymać. Anwil sprowadził do Włocławka kilka bardzo dobrych nazwisk i silnych zawodników. To pokazuje, że liga jest coraz bardziej pozytywnie odbierana, a kluby pracują bardzo dobrze. Prawie każdy zespół zatrudnił bardzo ciekawych zawodników. Jest Isaac Sosa z Legii Warszawa. To może być gwiazda ligi. Nie chcę mówić o naszym zespole, bo myślę, że mamy tu też kilku bardzo ciekawych graczy, którzy mogą zostać gwiazdami ligi i pokażą to w nadchodzącym sezonie. Myślę, że liga będzie bardzo ciekawa. Mamy też kilku nowych trenerów, m.in.: Żan Tabak czy Sebastian Machowski. Zobaczymy, co oni wniosą do rozgrywek. Mamy też dwa nowe zespoły, które też pokażą swój potencjał. Myślę, że Energa Basket Liga zrobiła olbrzymi krok do przodu w tym sezonie.

Jest też J.P Prince. Bardzo mało się o nim pisze. Gdyby poszedł do Arki, czy Anwilu, to wszyscy by bardzo dużo o nim mówili. Teraz, gdy zagra w Astorii, to jakoś ten transfer przeszedł obok. To jest świetny zawodnik. Bardzo wszechstronny. Astoria ma bardzo ciekawy skład. To na pewno będzie ciekawy zespół w nadchodzącym sezonie.

- Jakim meczem chciałby trener otworzyć nadchodzący sezon EBL? Może derbami ze Spójnią tak, jak w poprzednim roku?

- To byłoby na pewno bardzo fajne, gdyby derby otworzyły nowy sezon Myślę, że byłoby to impulsem na cały sezon zagrać takie derby. Tak szczerze mówiąc, to nie ma wielkiej różnicy. Ja chciałbym zagrać na początek z tymi zespołami z czołówki, żeby mocno zaakcentować ten sezon. Nie ma to dużego znaczenia, ale byłoby po prostu fajnie.

Rozmawiał Przemysław Sierakowski

 

Komentarze

0