King Szczecin w meczu z Polskim Cukrem Pszczółką Startem Lublin nie mógł skorzystać z usług: Kacpra Borowskiego, Malachi’a Richardsona, Jay’a Threatta, Sherrona Dorsey-Walkera. Ta piątka bez żadnych problemów mogłaby być startową piątką w każdym meczu Energa Basket Ligi.

Wilki Morskie pokazywały już w tym sezonie, że mają charakter i potrafią wygrywać, grając w osłabieniu. Każdy kolejny mecz grany w mniejszej rotacji sprawia, że o zwycięstwa będzie coraz trudniej. W czwartek do Szczecina przyjechała drużyna z Lublina, która wygranych potrzebuje, jak tlenu.

Trener Arkadiusz Miłoszewski, od początku meczu stosował siedmioosobową rotację, ale to goście prowadzili. King naciskał, grał z olbrzymim zaangażowaniem i charakterem, ale pierwszą połowę przegrał 47:49.

W trzeciej odsłonie meczu Wilki Morskie złapały swój rytm i zaczęły odrabiać straty, wyszły na prowadzenie i uciekały z wynikiem, ale trener Tane Spasev poprosił o przerwę na żądanie. Od tego momentu lublinianie wracali do gry. King stracił też w czwartej kwarcie swojego jedynego rozgrywającego – Jakuba Schenka, który rozgrywał dobry mecz. Szczecinianie walczyli o zwycięstwo do ostatnich sekund, ale w nich zabrakło już sił, a Polski Cukier Pszczółka Start Lublin wykorzystywał swoje szanse na zdobywanie punktów.

Trener Miłoszewski mógł korzystać tylko z dwóch rezerwowych. Thomasa Davisa oraz Michała Kroczaka.

King Szczecin – Polski Cukier Pszczółka Start Lublin 81:85 (17:23, 30:26, 17:13, 17:21)

King: Stacy Davis 26, Filip Matczak 19, Jakub Schenk 15, Paweł Kikowski 12, Mateusz Bartosz 6 (12 zb), Michał Kroczak 2, Thomas Davis 1.

Start: Cleveland Melvin 19, Mike Scott 18, Elijah Wilson 16, Mateusz Kostrzewski 12, Mateusz Dziemba 9, Jimmie Taylor 8, Tweety Carter 3, Damian Jeszke 0, Roman Szymański 0, Karol Obarek 0.

Komentarze

0