Rozmowa z Marcinem Dutkiewiczem, zawodnikiem Kinga Szczecin o braku awansu do play-off. Trzech ostatnich starciach sezonu i transferze Pawła Kikowskiego.  

Przemysław Sierakowski: – W minioną sobotę mierzyliśmy się z Energą Czarnymi Słupsk i to kolejne spotkanie w naszym wykonaniu, które miało wszystko to, co mają spotkania w fazie play-off: emocje, walka o każdą piłkę, kilka zwrotów akcji, a nawet dogrywkę. Czego zabrakło, aby wygrać tamtą rywalizację?  

Marcin Dutkiewicz: – Tamten mecz był dla nas na wagę złota. Można powiedzieć, że było to takie „być, albo nie być” w play-off. Byliśmy bardzo zdeterminowani i zmotywowani. Być może to nas trochę zgubiło w pierwszej kwarcie, bo dostaliśmy w niej lanie. Jak się otrząsnęliśmy, to zaczęliśmy gonić przeciwnika i doprowadziliśmy do dogrywki. W niej zdecydowały detale i przegraliśmy nasze byt w fazie play-off. Myślę, że strzałem w kolano były wcześniejsze spotkania, a nie to w Słupsku. Choćby te z Siarką Tarnobrzeg.

PS: – Z pewnością powrót do Szczecina nie należał do najłatwiejszych po tej porażce?  

MD: – Na pewno nie. Ten mecz w Słupsku przekreślił nas w kontekście walki o play-off. Minimalne szanse matematyczne może jeszcze mamy, ale to takie samo prawdopodobieństwo na awans, jak trafienie „szóstki w Totka”. W sobotę gramy już kolejny mecz i myślimy tylko o nim.

PS: – Przed nami trudny moment sezonu bo, tak jak wspomniałeś, wiemy, że faza play-off się bezpowrotnie oddaliła, ale do rozegrania mamy jeszcze trzy spotkania… 

MD: – Faktycznie to, że nie będzie nas w play-off jest już pewne, ale pewne jest też to, że jesteśmy profesjonalistami i żaden z nas nie ma zamiaru zrobić sobie wakacji już teraz, czy kłaść się na parkiecie podczas najbliższych meczów. Będziemy walczyć. Dla nas to ogromna różnica, czy zakończymy sezon na dziewiątym, czy na piętnastym miejscu. W tej chwili gramy o jak najlepszy wynik. Chcemy wygrać spotkania, które nam pozostały. Chcemy zagrać swoją koszykówkę.

PS: – Jak znam szatnię i zawodników, to jestem więcej, niż pewien, że w waszych głowach kiełkuje tylko jedna myśl: wygrać trzy ostatnie starcia i zakończyć sezon z dodatnim bilansem. W tym roku, po raz pierwszy od dawna, pozytywny rekord nie zagwarantuje gry w play-off. To chyba dobra reklama całej ligi?  

MD: – Dokładnie. Już dawno nie było tak, aby dodatni bilans nie gwarantował gry w play-off. To tylko pokazuje jaka liga jest mocna, wyrównana i nieprzewidywalna. Jasne, że chcemy wygrać trzy ostatnie mecze. Ten sezon, to był sezon wzlotów i upadków. Pięknych wygranych i okropnych porażek. Chcemy dokończyć go z twarzą, bo Szczecin zasługuje na coś więcej. Zrobimy co w naszej mocy, aby te ostatnie pojedynki rozstrzygnąć na swoją korzyść. To nie jest tak, że my teraz na treningach się obijamy i gramy w piłkę nożną. Trenujemy mocno i pracujemy nad mankamentami. Chcemy w sobotę zagrać jak najlepiej.

PS: – W sobotę na parkiecie i ławce rezerwowych zabraknie Pawła Kikowskiego. Niezbyt często zdarza się, aby Polacy wyjeżdżali z Polskiej Ligi Koszykówki do silniejszych rozgrywek. Jak ty przyjąłeś ten transfer?  

MD: – Bardzo się cieszę, że Kiko pojechał do Włoch. Zapracował sobie na to w stu procentach. Ostatnie trzy sezony były bardzo dobre w jego wykonaniu tu w Szczecinie. Prezentował równy poziom. W wakacje, gdy większość opalała się na plaży, to on pracował indywidualnie na różnego rodzaju campach. Gość zasłużył sobie, aby zaistnieć w silniejszej lidze. Oczywiście byłoby super, gdyby dokończył rozgrywki z nami, bo wnosił do tego zespołu bardzo dużo. Jednak ma szansę się pokazać i na pewno wszyscy będziemy trzymać za niego kciuki. Kiko pracował na ten transfer od lat. Jego historia pokazuje też, że warto mieć marzenia.

PS: – Kolejnym rywalem Kinga Szczecin będzie Polfarmex Kutno. To zespół, które w trakcie sezonu również stracił swoich kluczowych graczy. Jednak to Wilki Morskie trzeba uznać za faworyta zbliżającej się konfrontacji. Ten mecz musimy po prostu wygrać. Zgadzasz się ze mną?  

MD: – Oczywiście, to jest nasz obowiązek i nie ma żadnego „ale”. Wiemy, że będziemy faworytem tego spotkania i nikt z nas nie chce powielać błędów z przeszłości. Mam nadzieję, że w sobotę wykonamy dobry krok, aby ten pierwszy z trzech meczów zakończyć po naszej myśli.

Rozmawiał Przemysław Sierakowski 

 

Komentarze

0