ROZMOWA Z TRENEREM MINDAUGASEM BUDZINAUSKASEM. Litewski szkoleniowiec rozpoczął swoją pracę w Kingu Szczecin przed sezonem 2017/2018. Świetne wyniki osiągane z Wilkami Morskimi sprawiły, że kontrakt z trenerem Mindaugasem Budzinauskasem został błyskawicznie przedłużony. Przed sezonem 2018/2019 trener Budzinauskas musiał udać się na Litwę, aby przejść leczenie onkologiczne. W tym trudnym momencie jego obowiązki przejął Łukasz Biela.

Z trenerem Mindaugasem Budzinauskasem rozmawialiśmy tuż przed rozpoczęciem fazy play-off. Litewski szkoleniowiec opowiada między innymi o wsparciu płynącym ze Szczecina, swoim leczeniu, rundzie zasadniczej, pracy trenera Łukasza Bieli oraz wielu innych tematach.

Przemysław Sierakowski: Mnóstwo sygnałów wsparcia wysyła trenerowi cały koszykarski Szczecin. Czy te sygnały docierają do trenera? Jak je pan odbiera?

Mindaugas Budzinauskas: – Oczywiście, że docierają do mnie te wyrazy wsparcia. Bardzo mocno je czuję i nawet nie wiem co powiedzieć. To bardzo miłe. Mogę tylko bardzo wszystkim podziękować. Na świeżo otrzymywałem mnóstwo słów wsparcia od całego środowiska i kibiców z wszystkich klubów. Jestem cały czas mocno poruszony, że to wsparcie trwa tak długo. Każdy z nas ma jakieś swoje problemy, zmartwienia lub obowiązki w pracy, a koszykówka idzie swoją drogą. Jest mi niezmiernie miło, nie oczekiwałem aż takiego wsparcia. To dla mnie bardzo wielka rzecz.

- Czy istnieją szanse na to, że trener wróci do Szczecina jeszcze w tym sezonie?

- Szanse na powrót w tym sezonie są minimalne. Bardzo się cieszę, że całe leczenie dobiega już końca. Naprawdę jest już dużo lepiej i łatwiej, kiedy koniec leczenia widać za miesiąc, a nie za pół roku lub rok. W maju powinienem skończyć leczenie chemioterapią. Muszę przejść jeszcze rehabilitację nogi, a to chwilę potrwa. Mam nadzieję, że jak King Szczecin zagra w finale, to zdążę wrócić i będę gotowy. Tego też życzę zespołowi. Trzeba też jasno powiedzieć, że moja choroba i leczenie to trudne sprawy do prognozowania. Każdy dzień może przynieść coś nieprzewidywalnego. To bardzo poważna sprawa i nie można powiedzieć, co będzie jutro.

- King Szczecin po raz drugi z rzędu, a trzeci w swojej historii, awansował do fazy play-off. Jest trener zadowolony z tego faktu?

- Jestem bardzo zadowolony z tego, że drugi sezon z rzędu zagramy w fazie play-off. Na początku sezonu panowało wielkie zamieszanie. Nie było wiadomo, co z trenerem. Była niepewność. Bardzo się cieszę, że zespołowi udało się odnaleźć właściwą drogę. W drugiej rundzie było już dużo spokojniej i bardzo solidnie. Cała drużyna zasługuje na uznanie i dobre słowa. Wielki szacunek dla wszystkich pracowników i całej organizacji za wytrwanie tej trudnej sytuacji. Cieszę się, że zespół wygrał z Treflem Sopot. Uniknęliśmy tych komentarzy, że nasza obecność w ósemce to przypadek. Nikt nam nie może tego odebrać. To, co mamy drużyna osiągnęła tylko swoim charakterem i siłą.

Myślę, że największe brawa należą się trenerowi Łukaszowi Bieli. Dosyć nieoczekiwanie musiał poprowadzić ten zespół i myślę, że przeszedł długą drogę. Bardzo się cieszę, że znakomicie poradził sobie z tym zadaniem. Teraz jest już o wiele bardziej doświadczony. To, że w takiej trudnej sytuacji poprawił wszystkich zawodników i dobry zespół świadczy o tym, jakim jest trenerem. Brawa dla całej drużyny. W trudnych chwilach pokazali, że mogą być razem i ufać jeden drugiemu. To jest bardzo ważne.

- Co może trener powiedzieć o przejściu trenera Łukasza Bieli z roli asystenta do pierwszego szkoleniowca?

- Chciałbym przede wszystkim powiedzieć jedną rzecz. Asystent i pierwszy trener, to zupełnie inna praca. Największą różnicą jest czas. Pierwszy szkoleniowiec musi na wszystko reagować natychmiast. Na treningu, podczas meczu, poza boiskiem – trener bierze za wszystko całą odpowiedzialność. Asystent może pewne sprawy przemyśleć i nie ponosi odpowiedzialności. Myślę, że transformacja z roli asystenta do roli pierwszego trenera każdemu sprawia pewne problemy. Łukasz wyjątkowo szybko zaadaptował się do nowych zadań i jestem z tego powodu bardzo zadowolony. Bardzo się cieszę, że miałem okazję mu w tym pomóc. Mamy ze sobą kontakt, co jest dla mnie ważne.

Bardzo dobrze współpracowaliśmy już rok temu, gdy ja byłem trenerem, a Łukasz asystentem. Tak samo dobrze było teraz, gdy on był pierwszym szkoleniowcem, a ja starałem się pomóc. Najważniejszy jest zespół. To nie jest zasługa jednej, dwóch czy trzech osób. Awans do play-off, to osiągnięcie całej drużyny. Od początku mieliśmy taki cel, aby ta organizacja funkcjonowała, jako zespół. Ten cel osiągnęliśmy. Każdy robi wszystko, aby klub funkcjonował najlepiej, jak to możliwe. Nie mówię tu tylko o zawodnikach, trenerach, ale też o prezesie, menadżerach, kierowniku i mediach. Każdy, kto był w Szczecinie powie, że tu się dobrze pracuje i współpracuje.

Cieszę się, że Łukasz pokazał, że jest bardzo ciekawym trenerem, że ma swoje pomysły. Wielki szacunek dla niego za to, że w tym krótkim i trudnym czasie sobie poradził. Wiem, jakie to było ciężkie, bo znam więcej szczegółów. Łukasz Biela wykonał gigantyczną pracę w trudnych warunkach. To pokazuje, jaki on ma charakter, ambicje i talent do trenowania.

- Jak wyglądała współpraca trenera z trenerem Łukaszem Bielą w trakcie tej trudnej rundy zasadniczej?

- Myślę, że można powiedzieć, że bardzo często byliśmy w kontakcie. Prowadziliśmy dużo rozmów telefonicznych. Cieszę się, że mogłem choć trochę pomóc Łukaszowi. Z drugiej strony, to Łukasz Biela bardzo pomagał mnie, bo te koszykarskie sprawy, to dla mnie najlepszy lek. Zawsze chętnie rozmawialiśmy na wszystkie tematy. Myślę, że Łukasz się ze mną zgodzi, że to już drugi sezon, kiedy nie współpracujemy tylko na płaszczyźnie zawodowej. Jesteśmy po prostu dobrymi przyjaciółmi i kolegami. Zawsze jeden z nas może liczyć na drugiego, w każdym temacie. Mamy super relację. Wiemy, że możemy do siebie zadzwonić z każdym problemem. Wiadomo, że ja mogę mu podpowiedzieć, jak zrobić daną rzecz, ale to nie tajemnica, że jestem daleko od zespołu. Łukasz jest z zespołem, on widzi wszystko lepiej. Mam nadzieję, że mu trochę pomogłem w różnych sytuacjach. Oczywiście nie można tej pomocy przeceniać. To Łukasz wykonał gigantyczną pracę i podejmował bardzo ważne, trudne i dobre decyzje.

- Nie ma trener wrażenia, że środowisko koszykarskie szybko przeszło do porządku dziennego nad sytuacją, jaka panowała na początku sezonu w Kingu Szczecin? Wydaje się, że po miesiącu, dwóch, może trzech sporo osób zapomniało z jakimi problemami zmagał się nasz zespół w tych rozgrywkach.

- Tak, ale to jest chyba normalna kolej rzeczy. Media nie chcą pisać o codziennej pracy, rutynie treningów oraz codziennych problemach zespołów. Media chętnie piszą o skandalach, głośnych transferach, sprawach finansowych klubów i zawodników. U nas tych elementów nie było, dlatego mało było o nas słychać. Ja, chyba bardzo naiwnie, ale wierzę, że przyjdzie taki czas, kiedy portale koszykarskie będą pisać o koszykówce, jej teorii, taktyce, trenerach, zawodnikach, prezesach klubów. Że będą analizować mecze oczami byłych trenerów i koszykarzy – i niech nikt mi nie opowiada, że to nie interesuje zwykłych kibiców…

- W trakcie rundy zasadniczej w sieci można było przeczytać opinie, które pośrednio były próbą podziału środowiska. Wygrane naszego zespołu generowały dyskusje na temat tego, którego trenera to zasługa, a przegrane powodowały rozmowy na temat tego, który trener jest winny. Docierały do trenera takie sygnały? Co może trener o tym powiedzieć?

- Oczywiście, że docierały. Czytałem wszystko. Nawet jeśli ja czegoś nie widziałem, to ktoś mi zawsze coś podeśle, pokaże. Bardzo to dziwne i bardzo niesmaczne. Łukasz, ja i cały klub staramy się, aby koszykówka w Szczecinie odżyła. Chcemy, aby wszyscy pracowali w jednym kierunku. Oczywiście kibice mają prawo dyskutować. Każdy pracownik klubu miał swój duży wkład w awans do play-off. Oczywiście Łukasz Biela miał największy. Na pewno nie było tak, że ktoś ciągnął zespół w jedną stronę, a ktoś inny w drugą. Cały czas pracowaliśmy razem. Ja to wszystko widzę, jako sukces całego zespołu i kibiców, którzy pokazali jak bardzo koszykówka jest ważna w Szczecinie. Jedno jest pewne. Za przegrane odpowiadamy, jako drużyna i za wygrane tak samo. Wewnątrz sprawa jest jasna. Najważniejszy jest zespół.

- Wspomniał trener o kibicach. Sympatycy Kinga jeżdżą na wszystkie wyjazdy w licznej i głośnej grupie. Jak trener ocenia te zmiany, które zaszły w Szczecinie?

- Kibic zawsze czuje pewne rzeczy. W momencie, kiedy podpisałem pierwszy kontrakt z Kingiem, to jedną z takich naszych wizji z prezesem Królem było to, aby jakoś przyciągnąć kibiców. Chcieliśmy pokazać, że mamy prawdziwy zespół. Bardzo dobrze pamiętam taka sytuację, gdy była nasza pierwsza prezentacja drużyny. Mieliśmy zupełnie nowy skład. Przyszło kilkadziesiąt nieśmiałych kibiców. Nikt nie wiedział, co to za nowy trener. Pamiętam jak im mówiłem, że gwarantuję, że nasz zespół zawsze będzie walczył i nigdy nie odpuści. Wszyscy odbierali to tak, że przecież każdy trener tak mówi, ale teraz widać, że kibice po prostu doceniają naszą pracę. To jest duży krok do przodu. To są prawdziwi kibice. Bardzo mnie to cieszy. Może nie mamy kilku tysięcy fanatycznych kibiców, ale mamy bardzo fajną, dużą grupę fanów. Szczecin ma możliwości, aby tych kibiców było bardzo dużo. Mam takie marzenie, że może w następnym sezonie byłyby takie mecze, gdy hala Netto Arena byłaby pełna.

- Wiele osób nie wierzyło w trenera Łukasza Bielę, gdy ten objął stery nad zespołem Kinga Szczecin. Wynikiem, który osiągnął, zamknął usta wszystkim krytykom. Jak trener, ze swojej perspektywy, wspomina ten trudny początek sezonu?

- Ta cała sytuacja pokazuje, że my w Szczecinie nie wybieramy takiej spektakularnej drogi budowy klubu. Wiadomo było, że ja szybko nie wrócę i prezes mógł zatrudnić jakieś znane nazwiska, aby poprowadziły zespół. Jednak tego nie zrobił. Zaufał Łukaszowi. To jest duża rzecz. Można powiedzieć, że to trochę była taka nasza wspólna decyzja. Bardzo się cieszę, że prezes Król tak zrobił. Łukasz na pewno zasługiwał na taką szansę. Sytuacja była bardzo trudna, bo nie jest to codzienność dla zespołu. Poprowadzić taką drużynę jest niezwykle ciężko. Nikt nie wie co będzie dalej, kto będzie trenerem. U wszystkich panuje duże zamieszanie. Nie można się więc dziwić, że mieliśmy takie wyniki w pierwszej rundzie. W normalnych okolicznościach na pewno byśmy pewne mecze wygrali. Przyjechałem do Szczecina, aby postarać się wytłumaczyć zawodnikom, żeby nie przejmowali się pozaboiskowymi rzeczami. Chciałem, aby mieli wiarę, że mimo trudnej sytuacji możemy osiągać dobre wyniki. Łukasz Biela bardzo szybko opanował sytuację i dzięki temu później szło już lepiej.

- Trener Biela właściwie w pojedynkę tworzył sztab szkoleniowy. W pewnych aspektach pomagał mu Maciej Majcherek. W tej sytuacji awans do czołowej ósemki trzeba traktować, jako olbrzymi sukces.

- Myślę, że to, co osiągnęliśmy w tych dwóch ostatnich sezonach to duża rzecz. Gdyby zrobić taki ranking, w którym pokazalibyśmy stosunek wydanych pieniędzy do wyniku na przestrzeni dwóch lat, to bylibyśmy najlepsi w lidze. W tym sezonie nie było spektakularnych transferów, ale osiągnęliśmy cele minimum.

Dla mnie bardzo ważną rzeczą jest to, że w naszym klubie zawodnicy się rozwijają i robią postępy. To pokazuje, że codzienna praca na treningach daje wyniki. Wszyscy chyba zauważyli progres Martynasa Paliukenasa, Jakuba Schenka czy Martynasa Sajusa. Młody Dominik Wilczek robi szybkie kroki do przodu. Mało kto zauważył, że Łukasz Diduszko robi stałe postępy w każdym sezonie, nie patrząc na wiek. Tak, samo jak Paweł Kikowski, który w trakcie ostatnich dwóch sezonów stał się solidnym zawodnikiem także w obronie. Jest też dużo wszechstronniejszy w ataku. Myślę, że zarówno on, jak i Jakub (Schenk – przyp. red) swoją pracą i wynikami zasługują na szansę w reprezentacji Polski.

Wracając, do sytuacji, o której wspomniałeś, to trzeba powiedzieć, że Łukaszowi było bardzo ciężko, ale z drugiej strony to pokazało siłę naszego zespołu. W tej trudnej sytuacji każdy chciał ułatwić zadanie Łukaszowi. Na pewno wielkie brawa należą się Maćkowi Majcherkowi, który bardzo dużo pomógł trenerowi. Wszyscy byli skoncentrowani na osiągnięciu tego samego celu.

Rozmawiał Przemysław Sierakowski

Komentarze

0