Hala przy ul. Twardowskiego w Szczecinie ponownie odżyła. Już dawno nie była świadkiem gry o tak wielką stawkę i dawno nie widziała tak ogromnych koszykarskich emocji. 

King po zwycięstwie w poniedziałek, chciał pójść za ciosem. Podopieczni trenera Arkadiusza Miłoszewskiego byli bardzo zmotywowani. Dobrze bronili i kontrolowali przebieg spotkania od samego początku. Liderzy Czarnych Słupsk wydawali się być wybici z rytmu. Swoich rzutów nie trafiał Marek Klassen oraz Beau Beech.

King ponownie grał zespołowo i po pierwszych dwóch kwartach prowadził 47:38. Po powrocie na parkiet Wilki Morskie jeszcze mocniej się rozpędziły. Ich przewaga sięgała nawet 16 punktów. Wtedy trener Mantas Cesnauskis dał szansę swoim rezerwowym. Słupiński i Jankowski trafiali ważne rzuty i pozwolili złapać oddech gościom. Słupszczanie często stawali też na linii rzutów wolnych i odrobili wszystkie straty.

W szeregi Kinga wkradła się nerwowość, a Czarni grali na luzie i zdobywali kolejne punkty. Wilki były też mocno zmęczone przez wąską kadrę. Filip Matczak oraz Sherron Dorsey-Walker grali po chorobach. Widać było ich osłabienie. Ostatecznie Czarni wygrali 97:82 i awansowali do półfinału Energa Basket Ligi.

King Szczecin – Grupa Sierleccy Czarni Słupsk 82:97 (24:19, 23:19, 22:26, 13:33)

King: Cyril Langevine 28 (11 zb), Jakub Schenk 16, Sherron Dorsey-Walker 16, Thomas Davis 8, Filip Matczak 6, Malachi Richardson 3, Paweł Kikowski 3, Kacper Borowski 2, Michał Kroczak 0.

Czarni: William Garrett 33, Beau Beech 14, Marcus Lewis 13, Mikołaj Witliński 7, Dawid Słupiński 7, Kalif Young 7, Jakub Musiał 6, Marek Klassen 6, Bartosz Jankowski 3.

Komentarze

0