Mecz Kinga Szczecin z AZS-em Koszalin miał jeden kluczowy podtekst. Na ławkach trenerskich obu zespołów zasiedli przyjaciele Łukasz Biela (King) i Marek Łukomski (AZS). Jednak po zwyczajowym uściśnięciu dłoni przed pierwszym gwizdkiem przyjaźń zeszła na drugi tor. Każdy ze szkoleniowców chciał poprowadzić swój zespół do zwycięstwa. 

King Szczecin dobrze rozpoczął pierwszą kwartę. Prowadził 8:2. Bardzo aktywny od samego początku był Jakub Schenk. Rozgrywający Wilków szybko trafił pierwszą trójkę. Akademicy z Koszalina odpowiedzieli jednak skutecznymi akcjami swoich amerykańskich graczy. Piłkę w koszu umieszczali Drew Brandon oraz Brandon Walters. Od tego momentu AZS przejął inicjatywę w meczu i wyszedł na prowadzenie. Gospodarze mieli problem z zastawieniem swojej tablicy po niecelnych rzutach gości. W skutek tego podopieczni trenera Marka Łukomskiego otrzymywali sporo szans do ponawiania akcji.

W połowie drugiej odsłony meczu przewaga koszalinian wynosiła już nawet 10 punktów. Jednak King Szczecin potrafił zmniejszać tę stratę. Ostatecznie do szatni w lepszych nastrojach zeszli koszykarze AZS-u, którzy prowadzili 45:39.

Drużyna Wilków Morskich na parkiet wróciła z zupełnie inną energią. Gospodarzom nie przytrafiały się już straty. Podopieczni trenera Łukasza Bieli odrobili straty do rywali i mecz się bardzo wyrównał. Świetnie w środowy wieczór spisywali się Martynas Sajus, Jakub Schenk oraz Tauras Jogela. Cały zespół zaczął lepiej grać w obronie. Jednak w trzeciej kwarcie King ponownie złapał przestój. AZS w pewnym momencie prowadził już 81:70. Trener Biela poprosił o przerwę na żądanie, a ta postawiła na nogi Wilki Morskie.

Świetnie zza łuku przymierzył Jogela. Pod koszem akcją „2+1″ popisał się Sajus. Dynamiczne wjazdy pod kosz zaproponował Paliukenas. Ważne rzuty trafił Kikowski, a doskonałe asysty rozdawał Schenk. W ten sposób King odrobił straty i doprowadził do dogrywki.

Dodatkowy czas gry lepiej rozpoczęli koszalinianie. Wilki Morskie imponowały jednak pewnością siebie i dobrą postawą w obronie. To właśnie te cechy pozwoliły gospodarzom zwyciężyć dogrywkę. Mimo, iż w kluczowych momentach szczecinianie mieli problemy z egzekucją rzutów wolnych, to świetnie radzili sobie w obronie. Wisienką na torcie był blok Pawła Kikowskiego. Kapitan Kinga wymownym gestem pokazał, że nie pozwoli na to, aby jego zespół przegrał w środowy wieczór.

King Szczecin – AZS Koszalin 99:94 (20:22, 19:23, 29:27, 19:15, d. 12:7)

King: Jogela 26, Sajus 17, Schenk 14 (9 asyst, 5 przechwytów) Kikowski 12, Paliukenas 12, McKee 10, Bartosz 5, Diduszko 3, Wilczek.

AZS: Kucharek 18, Brandon 16, Walters 13, Papić 11, Jakóbczyk 11, Surmacz 9, Jarecki 7, Tejić 6, Bochno 2, Zywert 1, Czujkowski.

Komentarze

0