King Szczecin swój udział w sezonie 2019/2020 zainaugurował meczem z Treflem Sopot. W Ergo Arenie zebrało się mnóstwo kibiców gospodarzy, ale i goście mogli liczyć na głośny i liczebny doping swoich fanów. 

Oba zespoły mocno zmieniły się latem. Przed spotkaniem trudno było wskazać jednoznacznego faworyta do zwycięstwa. Inauguracyjne starcia zawsze rządzą się swoimi prawami.

Kontrolę na pierwszymi minutami meczu przejęli podopieczni trenera Mindaugasa Budzinauskasa. Kilka efektownych akcji zaprezentował Cleveland Melvin oraz Paweł Kikowski. Gospodarze w pewnym momencie premierowej kwarty pozbyli się inauguracyjnego stresu i zaczęli grać o wiele lepiej. Trefl trafiał w sobotę bardzo trudne rzuty. Mimo, że King Szczecin spisywał się dobrze w obronie, to podopieczni trenera Stefańskiego kończyli swoje akcje punktami.

Bardzo dobrze w barwach Trefla spisywał się Carlos Medlock, który przed laty występował w szczecińskim Kingu. Amerykanin świetnie dowodził całym zespołem żółto-czarnych. W połowie drugiej kwarty w grze Wilków Morskich coś pękło. Szczecinianie mieli problemy z powrotem do obrony (co było najważniejszym przedmeczowym założeniem). Trefl nakręcał się kolejnymi udanymi kontratakami.

Pierwsza połowa zakończyła prowadzeniem gospodarzy 47:36. W kolejnych dwudziestu minutach gospodarze jeszcze bardziej zdominowali widowisko. King nie próbował szukać lepszych okazji do rzutu. Akcje szczecinian trwały 7-8 sekund. Gospodarze nie byli zmuszani do dłuższej koncentracji w obronie, a King nie miał okazji do łatwych pozycji rzutowych.

W konsekwencji tych wydarzeń Trefl budował swoje coraz większe prowadzenie. Szczecinianie mieli problemy z dogonieniem rywali. Ostatecznie przegrali 77:90.

„Pierwsze śliwki – robaczywki” – to chyba najadekwatniejsze określenie sobotniego starcia Kinga z Treflem. Sopocianie udowodnili, że zapomnieli już o poprzednim sezonie, w którym walczyli o utrzymanie. Trener Stefański posiada zespół o dużym ofensywnym potencjale, który stać na wywalczenie miejsca w czołowej ósemce.

Jeśli chodzi o Kinga, to nie można bić na alarm. Trener Budzinauskas, to gwarancja tego, że Wilki Morskie poprawią sobotnie błędy i szybko wdrożą je do swojego systemu.

Sportową złość będzie można wyładować już na kolejnym rywalu, którym będzie GTK Gliwice. Ten mecz odbędzie się 5.10 na wyjeździe.

Komentarze

0