King Szczecin w sobotni wieczór mierzył się ze Startem Lublin, rewelacją rozgrywek o mistrzostwo Polski. Pierwsza kwarta tego spotkania mogła się podobać. Po obu stronach parkietu pojawiały się efektowne akcje. Nie brakowało celnych trójek i ładnych bloków.

Druga odsłona również była wyrównana. Gra toczyła się kosz, za kosz. Raz gospodarze przejmowali prowadzenie, a chwilę później szczecinianie byli skuteczniejsi. Jednak do przerwy to MKS Start Lublin prowadził 44:39.

Po powrocie na parkiet gra Kinga Szczecin się rozsypała. Liderzy zespołu zaczęli podejmować przedziwne decyzje rzutowe. Zawodnicy mieli problem z egzekwowaniem założeń przedmeczowych, a gospodarze nakręcali się kolejnymi udanymi atakami. Dobre fragmenty Dustina Ware’a oraz Clevelanda Melvina trzymały Wilki Morskie w grze.

Jednak czwarta kwarta była bardzo zła w wykonaniu rywala. Brak powrotu do obrony, zero zespołowej ofensywy i ogrom strat sprawiły, że King przegrał całe spotkanie ze Startem 65:88.

- Start Lublin w swojej historii jeszcze nie grał tak dobrze, jak w tym sezonie. My natomiast, nie graliśmy jeszcze tak słabo – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Łukasz Biela.

Kolejne starcie King rozegra przed własną publicznością. 7 lutego w Netto Arenie zmierzy się z BM SlamStalą Ostrów Wielkopolski.

Komentarze

0